Pierwsza lekcja

Nic nie rozgrzewa duszy tak, jak herbata.
Tego poranka podczas śniadania nie mogła ocieplić duszy, tak wychłodzonej zimą. Mama ją poganiała, bo spieszyła się do pracy.
To smutne żyć na świecie, w którym nie ma czasu napić się herbaty.
Były już spóźnione do przedszkola. Wyszły z domu w pośpiechu i zanurzyły się w szarości dnia. Myśl o parującym, złocisto-brązowym płynie dodawała jej otuchy i przyspieszała kroki. Tylko trzymając kubek z herbatą można walczyć z zimą.
Dotarły do przedszkola, szybko pożegnały i już pędziła, ile sił w nogach, żeby ustawić się w herbacianej kolejce, najważniejszej kolejce przedszkolnego życia, swojej pierwszej.
Na horyzoncie ukazało się blaszane, błękitne wiadro, z szarą, niczym utkaną z zimowego nieba, chochlą. Chochla już się do niej zbliżała, była coraz większa, rosła w oczach, pęczniała niczym balon.
Szybkim ruchem wystawiła drżącą dłoń z kubkiem.
Chochla, ta wirtuozka kuchennego życia, uniosła się zamaszyście, zamarła na krótką chwilę, po czym zręcznie i elegancko przelała upragniony płyn do podstawionego naczynia.
Prawie upuściła kubek.
Herbata była zimna jak lód.