„Paryski szyk”, który mnie rozczarował

Paryski szyk

Kiedy dowiedziałam się, że w księgarniach pojawi się ów osobliwy przewodnik po paryskim stylu, nie mogłam się doczekać, kiedy znajdzie się w moich rękach. I kiedy wreszcie się znalazł, moje rozczarowanie było spore. A już naprawdę zatrwożyłam się, kiedy odkryłam w nim zakaz używania różowej pomadki!
„Paryski szyk. Podręcznik stylu Ines de la Fressange oraz Sophie Gachet” jest ładnie wydany, zilustrowany zabawnymi rysunkami i zdjęciami, jednak porad dotyczących mody – sensownych, rzeczowych, konkretnych – pojawia się w nim jak na lekarstwo. Całość przypomina po trosze… katalog z francuskimi sklepami, hotelami i restauracjami. Mniej więcej połowę tej pozycji zajmują bowiem przykłady sklepów, w których koniecznie należy zrobić odpowiednie ciuchowe zakupy, restauracji, w których koniecznie trzeba zjeść odpowiednio wykwintne paryskie dania itd., itp. Zasadniczo nie mam nic przeciwko reklamie dobrych sklepów (ba, sama mam nadzieję, że kiedyś będzie mnie stać na zakupy w choć jednym z tych słynnych paryskich!), ale ich ilość w książce jest po prostu przytłaczająca. Jakkolwiek zdaję sobie sprawę, że styl to znacznie szersze pojęcie, nie tylko rodzaj ubrań, jakie się nosi, ale po „Paryskim szyku” spodziewałam się czegoś bardziej ambitnego.
W zasadzie książkę (a raczej jej część poświęconą poradom jak się ubierać) można by streścić w jednym zdaniu – wszystkie złote zasady dotyczące mody w niej zawarte można złamać. Co zresztą zgodne jest z poglądami samej autorki. I tyle.
P.S. I nie, nigdy nie zrezygnuję z różowej pomadki!

„Paryski szyk. Podręcznik stylu Ines de la Fressange oraz Sophie Gachet”, Rebis 2012, Poznań.