Miłosne uniesienia

Miłosne uniesienia

Jeśli ktoś mówi wam, że nie żałuje, że mnie nie posiada – nie ufajcie mu. Z pewnością kłamie. Tylko ktoś wyjątkowo żałosny udaje przed sobą, że nie jestem mu potrzebny i tłumi smutek swojej duszy, chowa głęboko pełne żalu myśli, i gdy nikt nie widzi – zerka w górę, i gdy nikt nie patrzy – wzdycha czule.
Tak… Byłem potrzebny od zawsze, choć tylko nieliczni rozumieli moje prawdziwe znaczenie. Zdobiłem przebogate wille i pałace, pyszniłem się kunsztownymi zdobieniami, pełen przepychu, lekki, a zarazem mocny. I tylko wrodzona skromność nie pozwala mi przyznać, że jestem po stokroć ważniejszy od całej, nieudolnie zresztą zbudowanej, reszty.
W czasach cnotliwych, delikatnych księżniczek, w czasach szlachetnych, walecznych wodzów, w czasach przepięknych, ponętnych kurtyzan pełniłem potężną misję – służyłem Miłości. Iluż kochanków mieściłem na swej niewielkiej przestrzeni (skądinąd niezwykle pomocnej w rozkwicie jakże subtelnych uczuć), ileż przepięknych, przepojonych uczuciami słów słyszałem, ile słodkich obietnic, ile milczących chwil, od których drżałem cały!
Przebrzydłe, obmierzłe parweniuszostwo zniszczyło wszystko.
Gdzie znajdzie się miejsce, wśród pokracznych rowerów, kolosalnych pralek, skrzypiących stołków, strzaskanych butelek, niezliczonych niedopałków papierosów, ziemnych doniczek, mokrych ubrań, wśród których, och, nie przejdzie mi to przez gardło, wśród których bezwstydnie, na oczach wszystkich, suszą się… tak! Rażące wątpliwej jakości bielą, majtki!, gdzie, pytam, wśród tych obmierzłości jest miejsce na Miłość?!
O, Julio! Moja delikatna, piękna Julio! Gdzie jesteś? Twoje stopy tak lekko i miłośnie stąpały po mnie i choć nigdy nie było dane nam się spotkać, od tego czasu moja tęsknota jest bezkresna, i pytam cię, Julio, drżąc w mej bezsilności, kiedy do mnie wrócisz? Tylko w tobie cała moja nadzieja! Tylko ty jedna możesz sprawić, że wszechpotężna Miłość odrodzi się we mnie znów, a ci, którzy nie rozumieją, przejrzą na oczy!
Tymczasem cierpię. Muszę znosić ciężar ich stóp, ich rozmów i ich dobytku, który rozrósł się tak bardzo, że nie mieści się już w salonach. Nie zadowalają mnie dekoracje podczas uroczystych przemów, niczym są dla mnie momenty, w których oczy wszystkich zwrócone są na mnie. Oczy parweniuszy, które patrzą, lecz nie widzą. Nędzne starania artystów nadających mi fantazyjne kształty, nieudane próby zrobienia ze mnie wiszących ogrodów są niczym, niczym w porównaniu z…!
Tymczasem cierpię. Jestem graciarnią, a czasem oborą, bo i krowy tu przychodzą. Mierni specjaliści od reklam zamieniają mnie, o zgrozo, nawet w filiżanki!
O, Julio! Ty jedna mnie rozumiesz, ty jedna możesz ukoić moje smutki.
I tylko oni, potworni parweniusze, tylko oni mogą dziwić się tak bardzo temu, że niszczeję, że kruszeję, że marnieję… bez ciebie. Jestem już tylko wątłym cieniem swojego balkonu. Za jakiś czas będą chcieli mnie usunąć, ale zanim to zrobią, może jeszcze zdołam spaść im na głowy.

Zdj.:https://pixabay.com/pl/serca-mi%C5%82o%C5%9B%C4%87-romans-valentine-700141/

  • Ania Ślebioda

    „Służyłem Miłości” – piękne

    • Miło mi, że tak uważasz 😉 Kiedyś służył, ale może i teraz jeszcze też… 😉

  • inpirująco

  • Pieknie napisane…daje do myślenia 🙂

  • La Blonde Vita

    Świetny tekst!

    • Dziękuję ślicznie! 😉 Mam nadzieję, że częściej znajdziesz tu coś równie świetnego 😉