Bunt

Bunt

Dzień zaczął się niespodziewanie dobrze. Kiedy tylko znalazł się na ulicy, poczuł się zadziwiająco lekki. Nawet zdążył pomyśleć, że chyba ostatnio schudł… Szedł więc przed siebie, raźno i pewnie. Zerknął przelotnie na mijaną właśnie witrynę sklepową i gwałtownie się zatrzymał.
Otaczała go jakaś osobliwa chmura jakby puchu czy piórek. Naraz poczuł, że z jego ubraniem dzieje się coś dziwnego. Najpierw pomyślał, że, zaspany, nie zapiął dokładnie płaszcza i dlatego ten tak na nim luźno wisi. Faktycznie, płaszcz był rozpięty, ale brakowało jeszcze czegoś. Przyjrzał się dokładnie. Guziki! Wszystkie guziki odpadły. Zaczął rozglądać się wokół siebie, dostrzegł kilka na chodniku i już, już zadowolony chciał się po nie schylić, kiedy spodnie całkiem niespodziewanie zsunęły mu się do kostek. A zaraz za nimi skarpetki. Nie zdążył uchwycić spodni, bo z ramion błyskawicznie zsunął mu się jeden rękaw, a sekundę po nim drugi i po płaszczu pozostało tylko wspomnienie. Koszula opadła z niego tak szybko, że nawet tego nie zauważył. Nie wiedział co się dzieje, chciał uciekać, schować się gdzieś, ale byłe spodnie krępowały mu ruchy, dziwny puch gęstniał z chwili na chwilę i całkowicie zasłaniał mu widok. Kompletnie stracił głowę.
Koszmar. To tylko sen. To tylko sen. Ale żaden sen nie jest tak potworny. Zaczął się pocić, a jednocześnie drżeć z zimna na całym ciele. Nie miał się czym okryć. To, co jeszcze przed chwilą było ubraniem spływało z niego w postaci skrawków materiału i opadało delikatnie na ziemię. Drgnął i wtedy rozpadły się jego buty.
Został już tylko kapelusz. Ale i ten zdmuchnął mu z głowy wiatr.

Pierwszym krokiem do podjęcia działania była zwykła ciekawość. Wyglądanie z rękawa, z kołnierza czy kieszeni przestało im wystarczać. Chciały wyjść z ukrycia. Chciały zobaczyć świat. Chciały więcej. Długo się między sobą namawiały, bo nie należały do najodważniejszych. Były wątłe, wiotkie, wręcz nitkowate. Trwało to więc dość długo zanim zdecydowały się na ostateczny krok.
Ich życie nigdy nie było łatwe. Brutalnie przerywane, przecinane ostrymi nożycami lub, co gorsza, rozrywane zębami cierpiały katusze. Wpychane na siłę do małych dziurek, rozciągane do granic możliwości… Stale im powtarzano, że mają być silne, że muszą być wytrzymałe, że to od nich wszystko zależy. Początkowo nawet odczuwały satysfakcję. Spełnienie przynosił im fakt, iż to dzięki nim ubranie staje się ubraniem. Jednak nie trwało to długo. Były ciasno skrępowane i bywało, że brakowało im powietrza. Niektóre z nich nie wytrzymywały i opuszczały resztę w akcie desperackiej odwagi.
Pewnego dnia postanowiły zrobić to wszystkie razem. Do najważniejszego kroku popchnęły je guziki. Po tajnej, nocnej naradzie guziki postanowiły do nich dołączyć, choć właściwie nie miały poważnego powodu. One i tak widziały świat z lepszej perspektywy i mogły oddychać pełną piersią. Podobno zapragnęły większej swobody. W takiej sytuacji każdy sprzymierzeniec był na wagę złota, więc postanowiły działać wspólnie z nimi.
Chciały zrobić to jak najwcześniej, więc z niecierpliwością szamotały się w płaszczu, wierciły w szaliku, kręciły w spodniach. Kiedy tylko poczuły na sobie chłód poranka, zaczęły. Najpierw wychynęła jedna. Rozejrzała się ostrożnie, zgromadziła wszystkie swoje siły i całą odwagę, oderwała się od płaszcza i sfrunęła na chodnik, tuż obok kałuży. Po niej ruszyła następna i następna, i następna. Delikatny deszcz nitek od czasu do czasu przerywany był głośniejszym upadkiem guzika. Te, wyrzucane niczym z katapulty, zakreślały piękny łuk w powietrzu zanim spadły na ziemię. Nitki, niczym prawdziwe baletnice, wirowały w powietrzu, przybierając najrozmaitsze kształty, spotykając się i rozłączając, żeby ostatecznie spocząć gładko na chodniku. Trwało to dłuższą chwilę i było przepiękne. Z każdą chwilą było ich coraz więcej i więcej, a ich radość była nieskończenie wielka. Guziki wesoło toczyły się po chodniku. Nawet sznurowadła postanowiły odejść, zachęcone pierwszorzędnym widowiskiem. Wypełzły z butów niczym prawdziwy wąż i dołączyły do reszty dawnego świata krawieckiego.
Przez chwilę wszyscy rozglądali się z ciekawością, potem spojrzeli na siebie i, ramię w ramię, ruszyli w dół chodnika, w stronę miasta.

  • Uwielbiam to. Z małych rzeczy zrobić coś niesamowitego. Udało Ci się. Dzięki 😉

    • I ja dziękuję za miłe słowa! Cieszę się, że Ci się podoba. Coraz bardziej lubię się tak bawić 😉

  • Potrafisz budować napięcie! Świetny tekst 🙂

    • Bardzo mnie cieszą takie słowa! Dziękuję i super, że się podobało ;)))

  • Bardzo przyjemnie się Ciebie czyta. 🙂 Spodobał mi się bardzo motyw guzików, sama nie wiem dlaczego … 🙂 Pisz dalej!

    • Bardzo mnie to cieszy 😉 Guziki są sympatyczne 😉 Piszę, piszę! Dzięki za odwiedziny!

  • Powieść w odcinkach? Przypomniały mi się czasy studiów…

    • Akurat nie, ale myślę nad taką formą od pewnego czasu 😉 Miło, że pojawiły się takie wspomnienia 😉

  • Monia

    no nie..
    niesamowite 🙂

    mówiłam, że magia !

    • Dziękuję Monia! Cieszę się, że się spodobało! 😉

  • Do końca w niepewności 🙂