Akcja Śródmieście

Domofon

Dla Zioma
– A, dzień dobry, pani Lucynko! Proszę, proszę, mama jest u siebie, już na panią czeka.
Pani Lucynka uśmiechnęła się skromnie i drżącą ręką poprawiła malutki kapelusz w kolorze malin.
– Och, dziękuję!
Wolnym krokiem, zatrzymując się kilka razy dla złapaniu oddechu, ruszyła prosto dobrze sobie znanym korytarzykiem i lekko zapukała w ostatnie drzwi.
– Helenko, jak dobrze cię widzieć! Wyglądasz dziś kwitnąco – zaszczebiotała z pewnym wysiłkiem pani Lucynka.
– Moja kochana, jak zwykle jesteś przemiła, choć muszę przyznać, że nie czuję się dziś najlepiej. Wejdź, proszę. Może herbatki? Mam też przepyszne kruche, ciasteczka – odpowiedziała zachrypniętym głosem pani Helenka.
Po kilku minutach wypełnionych wzajemnymi komplementami i grzecznościami, przerywanymi kaszlem, pani Helenka mrugnęła znacząco, wskazała na drzwi i wyszeptała:
– Dobra, skończmy już to małe przedstawienie.
Pani Lucynka zerwała się z krzesła i cicho zamknęła drzwi. Usiadła, odrzuciła energicznie kapelusik na sofę i przygładziła dłonią drobne siwe loczki:
– Słuchaj, nie ma potrzeby dłużej czekać. W listopadzie tak szybko robi się ciemno, możemy zacząć już choćby dzisiaj! – powiedziała podekscytowana.
Pani Helenka aż podskoczyła na krześle. Jej ciepłe, szare oczy rozbłysły i pewnym mocnym głosem odrzekła:
– Dzisiaj! Poczekaj, musimy ustalić szczegóły…
Ulka, córka pani Helenki, przechodząc koło drzwi pokoju matki, zza których dobiegała ożywiona rozmowa, uśmiechnęła się czule. Jak dobrze, że mama ma taką kochaną przyjaciółkę i nie spędza dni samotnie…
– Świetnie, wszystko mamy już ustalone – powiedziała z zadowoleniem pani Helenka – Widzimy się o 17.
– Zgadza się, punkt 17, chwilę przed mszą, przy kościele św. Józefa – potwierdziła pani Helenka – A teraz, moja droga, zjedz chociaż dwa ciasteczka, w końcu Ulka dla kogoś je piecze.
– Och, wiesz przecież, kochana, że wolałabym snickersa. Rzuć je ptaszkom. Lecę!
***
– Mamo, wolałabym, żebyś nie wychodziła sama po zmroku. Będę się martwić… – zaczęła Ulka.
– Córeczko, nie mi się nie stanie. Obiecałam Helence, że pomogę jej wybrać wełnę na sweter, biedaczka, kompletnie nie może sobie sama poradzić.
Po kilku minutach rozmowy pani Helenka znalazła się na ulicy. Ufff, nareszcie mnie wypuściła. Jestem już spóźniona, Cyna mnie zabije!
Cyna, tupiąc nogami ze zniecierpliwienia i udając, że to z zimna niemal podskoczyła, kiedy w końcu zobaczyła znajomą, zgrabną sylwetkę w granatowym płaszczu, która śmiesznie drobiąc zmierzała w jej kierunku.
– Hela! Oszalałaś! Ile można na ciebie czekać? Ludzie już zaczęli wciskać mi jałmużnę do ręki!
– To trzeba było schować rękę. Już, już, uspokój się. Ulka koniecznie chciała mnie odprowadzić.
– Cała akcja ulega opóźnieniu… A, Ulka! Nie uważasz, że zrobiła się trochę nadopiekuńcza? – spytała Cyna.
 Hela w odpowiedzi tylko wywróciła oczami.
Cyna odwróciła się nagle. Coś zaszurało za jej plecami, natychmiast chowając się w mrok.
– To pewnie jakiś kot. Dalej, ruszamy. Miałyśmy zacząć od Wszystkich Świętych…
***
Domofon zadzwonił bardzo głośno, bardzo natarczywie i w bardzo nieprzyjemny sposób oderwał ją od ulubionego serialu.
– Fifi, cicho, przestań szczekać! – zawołała, po czym podnosząc słuchawkę, powiedziała głośno, usiłując przebić się przez szczekanie – Halo! Halo!
Nikt nie odpowiadał.
– Halo! Halo!!! Halo!!! – krzyknęła. W końcu zirytowana odłożyła słuchawkę. To pewnie ten smarkacz spod dziesiątki, od Jasińskich. Żartów mu się zachciało!
Hela, krztusząc się ze śmiechu, wypychała Cynę na chodnik:
– Dalej, hihi, dalej, pośpiesz się, hihi, nie może nas zobaczyć.
Cyna była zachwycona:
– Od razu trafił nam się pies! Słyszałaś, słyszałaś?
– Nietrudno było usłyszeć. Ależ była wściekła, hihi.
– Cudowne przedstawienie! – Cyna aż klasnęła w dłonie – Zostały nam jeszcze cztery ulice!
***
– A słyszałaś jak ten z Zielonej wygrażał się, że zadzwoni na policję? Hihi – spytała Hela.
–Haha, chciałabym widzieć ich minę po przyjęciu takiego zgłoszenia – parsknęła śmiechem Cyna, po czym spytała – Chcesz snickersa? Zgłodniałam trochę od tego marszu.
Hela skinęła głową, uśmiechając się w podziękowaniu za batonik.
Żegnając się przed blokiem z przyjaciółką, odpowiedziały na uprzejme pozdrowienie młodzieńca z klatki obok. Cóż za urocze, starsze panie, pomyślał, chciałbym zachować taką pogodę ducha na starość…
***
Ta jakże przyjemna i odświeżająca rozrywka trwała w najlepsze już od dwóch tygodni. Cyna i Hela, mistrzynie konspiracji, dokonywały cudów w wymyślaniu pretekstów swoich późnych spacerów, uważając przy tym, aby nie popaść w przesadę. Opanowały już większość ulic w sąsiedztwie i zaczynały być z siebie dumne. Jednak pewnego dnia nastąpiła katastrofa. A nawet dwie.
– Dzień dobry, pani Lucynko! Jak miło znów panią widzieć. Zaniosłam do mamy świeże ciasteczka, prosto z piekarnika – przywitała się Ulka.
– Och, jesteś przemiła, skarbie. Dziękuję – uśmiechnęła się pani Lucynka.
– Pani Lucynko, a jak idzie szydełkowanie? Swetry dla wnuków już gotowe? Miałabym prośbę do pani, jeśli to oczywiście nie problem. Mogłaby pani zrobić jeden dla mnie? – spytała uprzejmie Ulka.
W pokoju na moment zapanowała cisza. Pani Lucynka zamrugała pośpiesznie i, tłumiąc jęk, odpowiedziała:
– Ależ naturalnie, skarbie, jak tylko skończę dwa poprzednie.
Ulka, już wychodząc, odwróciła się w drzwiach:
– Dziękuję pani bardzo. A, mamo, słyszałaś o tym, że ktoś w mieście robi ludziom brzydkie kawały? Dzwoni domofonem i potem ucieka. Pani Jasińska mi mówiła, wiesz, ta, która ma stragan na targu.
– Taaak? – spytała ostrożnie pani Helenka.
– Ludzie są podobno wściekli, ale najgorsza plaga jest w północnej części miasta. Ci z bloków chyba zaczną robić patrole.
– Patrole…? – zaczęła, po czym nagle urwała – Jak to, w północnej?
– No, w północnej. Pani Jasińska ma kuzynkę na Głogowskiej. I ta kuzynka mówi, że w tamtym tygodniu ktoś dzwonił do niej trzy razy. Do jej sąsiadów też. Boże, ci ludzie to mają pomysły…
Ulka w końcu wyszła. Cyna, oszołomiona, sięgnęła po ciastko i zaczęła je powoli żuć. Hela patrzyła na nią osłupiała. Nagle ocknęła się:
– Zostaw, co robisz! Zjadasz ptaszkom śniadanie!
Cyna potrząsnęła głową i, nadal oszołomiona, spojrzała na ciastko trzymane w dłoni.
– Słyszałaś?! Kto to może być? Powiedziałaś coś może komuś? – spytała Hela.
Cyna popukała się ciastkiem w czoło:
– Chyba zwariowałaś! Musimy odkryć kto to robi! Boże, co to za czasy, nawet tu mamy konkurencję – smętnie pokiwała głową – I jeszcze muszę zrobić sweter! Dobrze wiesz, że nie potrafię! Szydełko miałam w ręce raz w życiu i od razu się nim skaleczyłam!
– O to się nie martw, znam jedną taką, która zrobi to za ciebie – powiedziała Hela – Lepiej się zastanówmy jak wykryć tego wstrętnego złodzieja pomysłów..
***
Śledztwo trwało już kilka dni. Hela i Cyna po spędzeniu wieczoru nad mapą miasta, wytypowały kolejne ulice i patrolowały je niemal codziennie.
–  Co mówisz Ulce?
– Że wpadłaś w szał. Dostałaś od znajomej jakąś potworną ilość wełny i produkujesz miliony swetrów. Już się nie może doczekać, kiedy dostanie swój – odpowiedziała spokojnie Hela.
– Tylko jej nie mów, że szydełkuję dla siebie! Bo jeszcze się zdziwi, że nie noszę wełnianych swetrów…
Hela uśmiechnęła się szelmowsko:
–  Ależ, Cyna, za kogo ty mnie uważasz? Jeszcze kilka szarych komórek mi zostało. Pani Lucynka jest najbardziej hojną, pracowitą i uczynną osobą na świecie. Zero egoizmu, wszystko dla najdroższych bliźnich.
Cyna spojrzała z podziwem na przyjaciółkę:
– To był naprawdę świetny pomysł z tym szydełko… Ty, spójrz! – syknęła, ściskając Helę za ramię – Mam wrażenie, że już go gdzieś widziałyśmy!
Przed nimi, postawny i wyprostowany, wolnym krokiem i rozglądając się nieznacznie na boki, szedł mężczyzna. Jesienny wiatr rozwiewał jego siwe włosy, poły brązowego płaszcza i bawił siężółto-zielonym szalikiem w paski, który powiewał za nim niczym proporzec.
– Chyba masz rację, przypominam sobie ten szalik – szepnęła Hela.
– Idziemy za nim!
Tymczasem starszy pan nagle skręcił w bok, kierując się prosto w stronę najbliższego bloku. Wszedł do przedsionka pierwszej klatki i zadzwonił. Cyna i Hela, bezskutecznie próbując ukryć się za pierwszym lepszym bezlistnym krzakiem rosnącym przy bloku, wstrzymały oddech… Po krótkiej chwili statecznym, niespiesznym krokiem oddalił się. Pełen zadowolenia, a wręcz triumfu wyraz twarzy mężczyzny powiedział przyjaciółkom wszystko.
– Cyna, nie guzdraj się tak, to on! Musimy za nim iść! – wysyczała czerwona z emocji Hela – Cyna, no dalej!
Hela odwróciła się w stronę przyjaciółki, chcąc pomóc jej wstać. Nagle zza pleców usłyszała miły spokojny głos:
– Dobry wieczór paniom.
Hela zastygła niczym w pokłonie, z wyciągniętą ręką, Cyna wytrzeszczyła oczy, nadal siedząc w kucki za krzakiem.
– Pani Cyno, jak dobrze, że panią spotykam. Mam do pani małą prośbę – powiedział głos – Nauczyłaby mnie pani szydełkowania? Na dworze robi się coraz chłodniej i potrzebny mi ciepły sweter.
Zdjęcie: https://pixabay.com/pl/g%C5%82o%C5%9Bnik-drzwi-domofon-apteka-959580/
  • Każdy ma prawo do zabawy, a co? 😉 Pozdrawiam i gratuluję 😉

    • Haha, to jest doskonały pomysł na wypełnienie jesiennych wieczorów 😀 Pozdrawiam!