Romb

Był ufny i pełen oddania, a jego drobne ciałko wypełniała niespotykana wręcz odwaga. Dziwiły się nawet inne psy skąd w nim taka śmiałość, która popychała go na pierwszą linię frontu, gdy nie bacząc na pociski przelatujące nad głową gnał ile sił w czterech łapach, by swojemu panu zanieść kanapkę lub mały bukłak z wodą. Zdarzało mu się także dostarczać niezwykle istotne informacje o ruchach wrogich wojsk, ale do tego typu zadań nie przywiązywał większej wagi. Wykonywał je oczywiście sumiennie, dokładnie i zawsze na czas, ale tylko gdy pędził z niewielkim pakunkiem i wpadał w wyciągnięte ramiona swojego opiekuna widać było przysłowiowy błysk w bystrym psim oku. Był wzorowym żołnierzem i zawsze pierwszy stawiał się na służbę. Energia rozpierała go od samego świtu, więc poranne apele należały do niego.
Gdy nastały czasy względnego pokoju, wraz ze swym panem przeżywał fascynujące przygody. Pomagał ujarzmiać dziką zwierzynę w nieprzebytych puszczach, przecierał szlaki w niedostępnych górach, zawsze szedł pierwszy na czele pochodu, pilnował w nocy swojego stada i zarządzał pobudkę. Był niezrównanym kompanem, który w swoim psim życiu wykazywał się niezwykłym bohaterstwem, a nawet heroizmem. Jak na przykład wtedy, gdy oddał większą część zdobytego pożywienia swojemu opiekunowi i jeszcze przy tym zamachał ogonem, taki był zadowolony, że może mu pomóc. Dobrze im się razem żyło, uważali na siebie, cenili swoje towarzystwo, dbali o siebie, słowem, kochali się ogromnie. Podobało im się takie życie, które razem wiedli, wypełnione wyprawami w egzotyczne miejsca, nowymi wrażeniami, zapachami i smakami, lubili noce pełne tajemniczych hałasów i dni pełne znużenia.
I tylko jedna rzecz im czasem doskwierała. Mimo całej odwagi, poświęcenia i męstwa, które wręcz z niego biły, mimo legendy, która wokół niego urosła, mimo sławy o jego czynach, która docierała w najdalsze zakątki świata, innych najbardziej przyciągała jego psowierzchowność. Nikt nie pytał o medale podzwaniające na obroży ani o pochodzenie blizn, nikogo nie interesowały opowieści o wspólnych przygodach. Za to wszyscy ludzie chcieli obejrzeć romby. Owszem, jego sierść układała się w zadziwiająco regularne biało-brązowe romby, ale ani on, ani jego opiekun nie przywiązywali do tego najmniejszej wagi. Nie to przecież było w nim najważniejsze.
Kiedyś doszło nawet do zadziwiającej propozycji, która wyszła z ust grubego jegomościa, przypatrującego mu się chytrym oczkiem, ledwo widocznym wśród niezliczonych fałd skóry. Zacierał swoje tłuste ręce, sapał z zadowoleniem, a w głowie już liczył przyszły zysk. Drogi panie, mój cyrk jest naj-le-pszy! W żadnym innym nie dostanie pan tak dobrej zapłaty! Co wieczór mam pełen namiot… Piesek nie będzie musiał nic robić, żadne sztuczki nie wchodzą w grę, nie, nie. Będzie tylko siedział na stołku, grzeczna psina, a my go ładnie oświetlimy. Drogi panie, dzieci będą klaskać, wszyscy będą zachwyceni! Spojrzeli na siebie. Psie i ludzkie oczy spotkały się. Zgodnie obrócili się na pięcie-łapie i odeszli, nawet nie wysłuchawszy tej oburzającej propozycji do końca. Dyrektor cyrku także nie mógł otrząsnąć się ze zdumienia. Stracić taką szansę! W głowach się ludziom poprzewracało…
Mieli już po dziurki w nosie rozmów z ludźmi. Ciągle spotykało ich to samo, niezależnie od miejsca, w którym się znajdowali. Te same słowa, te same reakcje. Piesek jest niezwykły! Niesamowity! Jeszcze nigdy w życiu nie widziałem czegoś podobnego! Wtedy jeszcze wierzyli, i pies, i jego opiekun, jeszcze mieli nadzieję, że zaraz padnie pytanie o imię, medal, cokolwiek, ale… Te romby są zdumiewające! Nie myślał pan o… I obaj zwieszali smutno głowy.
Trwało to latami. Podczas jednej z podróży doszli do wniosku, że nie ma nic bardziej męczącego od ludzi.
Zniechęceni, wrócili więc do domu, żeby odpocząć i nabrać sił na kolejne wyprawy. Często spacerowali po zacisznych uliczkach swojej dzielnicy. Pewnego dnia na ich drodze pojawiła się mała, piegowata dziewczynka. Stanęła na środku chodnika i przyglądała im się z uśmiechem. Oni także się zatrzymali i wpatrywali w jej buzię z dziwnym napięciem. Dziewczynka pochyliła się nad psem, pogłaskała go i powiedziała:
– Fajny jest.
Po czym zapytała zaciekawiona:
– Jak ma na imię?
– Trapez.

zdj.: https://pixabay.com/pl/ko%C5%82ek-deski-dach%C3%B3wka-kszta%C5%82t-rombu-37030/

  • Zawsze jestem pod wrażenie Twoich tekstów 🙂 Zaczytałam się , zaciekawiłam a na końcu pojawił się uśmiech 🙂 Tekst daje również do myślenia w innej sferze, życiowej – nie raz dostrzegamy powierzchowność, a warto zajrzeć głębiej , poznać historię i człowieka, który za nią stoi.

    • Jak mi miło, że się zaczytałaś! Aż mam ochotę skoczyć z radości 😉 Dziękuję za te wszystkie słowa! A dodam od siebie tylko tyle, że warto poznać nie tylko człowieka, który stoi za jakąś historią, ale też i psa, kota… 😉

  • Magdalena Wojdała

    Bardzo dobry tekst. Dobrze napisany 🙂 Pozdrawiam.

    • Dziękuję ślicznie za miłe słowa i odwiedziny 😉 Pozdrawiam!

  • Michał Bek

    Wspaniałe 🙂 Więcej nie trzeba dodawać 🙂